czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 8

*Rano dom Rossa*
Blondyn obudził się w swoim łóżku z naga blondynka przytulona do niego. Zdziwił się, bo nie pamiętał co robił wczoraj po rozmowie z Laura. Pamiętał tylko to, że zawiózł Toby'ego do Rydel i poszedł do baru. I tu mu się urywa film. Zastanawiał się tak i nie zauważył, że blondynka zaczęła się już budzić.
- Hej blondasku.- uśmiechnęła się, a on się od niej odsunął.
- Hej... Natalie  tak?- szybko założył na siebie jakieś bokserki i wstał.
- No nie udawaj już, że nie pamiętasz jak się nazywa twoja dziewczyna.- zaśmiała się.
- Moja co?- był bardzo zaszokowany.
- No myślałam, że po takiej nocy to chyba oczywiste.
- Sorry nie zrozum mnie źle, ale ja byłem pijany i nawet Cię nie pamiętam... więc chyba nie jesteś moją dziewczyną.- mówił spokojnie, ale to nic nie dało.
- Aha czyli bzyknąłeś i papa już Cię nie potrzebuje tak? A to, że się w tobie zakochałam to się już nie liczy.- zaczęła płakać i się ubierać.
- Nie proszę nie płacz to nie tak... Ja cie jeszcze dobrze nie znam... może na razie będziemy przyjaciółmi co?- położył rękę na jej ramieniu.
- No dobrze... przy najmniej tyle dobrze.- uspokoiła się.
- To ja idę pod prysznic, a późnej jadę po Toby'ego... więc chyba musisz już iść.
- Nie zrobię ci śniadanie, a po Toby'ego pojadę z tobą, bo chce go poznać.- uśmiechnęła się i poszła na dół. Westchnął i poszedł pod prysznic.
*Parę godzin później u Lau*
Brunetka była w tym czasie w pracy. Była sama, bo Maia się źle czuła i musiała wyjść wcześniej. Tyle dobrze, że nie miała za dużo klientów. Zaczęła myśleć czemu tak zabolał ją widok Rossa z tą blondynką. Nie rozumiała tego. Tak się zamyśliła, że nie zauważyła nowych klientów.
- Laura!- krzyknął Toby i ją przytulił. Wróciła na ziemię i zdziwiona też go przytuliła.
- Toby co ty tu robisz?- kucnęła przy nim.
- No, bo byłem z tatą i Natalia w wesołym miasteczku, a teraz przyszliśmy na lody.- uśmiechnął się.
- A gdzie jest tata i Natalia?- nie widziała ich.
- Jeszcze mnie nie dogonili.
- Dobrze jakie chcesz te lody?- zapytała z wymuszonym uśmiechem.
- Te co zawsze.- zaśmiała się i poradziła go na krześle przy ladzie, a sama zaczęła robić mu lody. Gdy skończyła do lodziarni wszedł Ross z Natalia, którzy wesoło się śmiali. Ross ją zauważył i przestał się śmiać.
- Hej Lau.- chciał pocałować ją w policzek, ale się w porę odsunęła.
- Cześć Ross. Toby już ma lody, więc już nie jestem wam potrzeba... chyba, że Państwo sobie coś życzą?- wymusiła uśmiech.
- Ja dziękuję, a ty blondasku?- uśmiechnął się do niego uroczo Natalia, a Laurę zemdliło.
- Nie ja też nie.
- W takim razie życzę miłego dnia.- odeszła z uśmiechem i podeszła do innego klienta. Gdy wróciła do lady podszedł do niej Ross. - Jednak coś chcesz?- zapytała nie patrząc na niego.
- Tak chce pogadać.
- O czym?- nadal na niego nie patrzyła tylko sprzątała ladę.
- Chciałem z tobą pogadać o tym co wczoraj.
- Ale ja ci już wyjaśniłam. Jesteśmy przyjaciółmi tylko przyjaciółmi więc możesz się umawiać z kim chcesz. Skoro jesteś z nią szczęśliwy to z nią bądź, ja nie mam nic do tego, a teraz przepraszam, ale nie chce żeby z pracy mnie zwolnili.- podeszła do jednego stolika.
- A wyjdziesz gdzieś dzisiaj ze mną?- poszedł za nią.
- Dzisiaj nie mogę i chyba ty też zbytnio nie.- sprzątała stolik.
- Nie ja mogę, a czemu ty nie możesz?
- Jestem umówiona.- skłamała, ale sama nie wie czemu to zrobiła. Rossa oczy powiększyła się i pociemniały.
- Z kim?
- Z moim dawnym przyjacielem.- dziwiło ją jej zachowanie tak jak Rossa.
- Aha...- brunetka zauważyła, że posmutniał, ale myślała, że jej się tylko wydawało.
- No więc widzisz nie mogę. Może kiedy indziej.- wróciła do lady.
- A kiedy będziesz mieć czas?- nie dawał za wygraną.
- Ross nie wiem. Jak narazie nie mam czasu. Zadzwonię jak będę miała.- powiedziała stanowczo i trochę wrednie.
- Dobrze, ale zadzwonisz?
- Tak Ross zadzwonię.- podeszła do klienta, a blondyn wrócił do stolika. Był smutny i było to widać.
- Co się stało blondasku?- złapała go za rękę.
- Nic się nie stało Natali nie martw się.- uśmiechnął się do niej i ścisnął jej rękę. Lau patrzyła tylko smutna na ten widok, ale sama nie wiedziała czemu była taka smutna. Nie chciała się nad tym zastanawiać. Zaczęła się zajmować klientami. Gdy już skończyła pracę szybko się udała do domu, żeby pomyśleć o tym czemu tak się przejmuję że Ross jest z tą dziewczyną. Jednak jak tylko weszła do domu usłyszała jakieś wesołe. Szybko poszła do salonu, a tam zastała Rossa, Van, Riker'a, Rydel i państwa Lynch.
- O Lau dobrze, że już jesteś.- powiedziała Vi gdy tylko ja zobaczyła.
- Witaj Lauro jak co tam u Ciebie?- zapytała Pani Lynch z uśmiechem.
- Wszystko dobrze dziękuję.- uśmiechnęła się słabo.
- Siostra co ty taka dziwna?- zapytał Rik.
- Nie jestem dziwna tylko zmęczona, bo Maia się rozchorowała i musiałam być sama w lodziarni przez cały dzień, a dzisiaj ruch był jak nigdy.- wytłumaczyła mu.
- Aha. To co robimy?
- Ja się chyba pójdę położyć. Przepraszam bardzo, ale jestem naprawdę zmęczona. Miło było państwa znów zobaczyć.- uśmiechnęła się i poszła na górę. Ross siedział tylko, ze spuszczana głową i nic się nie odzywał.
- Ross co się dzieje?- zapytał jego ojciec.
- Nic tato, a co ma się dziać?- wreszcie podniósł głowę.
- No bo twoja dziewczyna wróciła z pracy, a ty nawet nie przywitałeś się z nią.- powiedziała jego mama, a wszystkim oczy wyszły z orbit.
- Słucham?- zapytała się Van.
- No Laura jest z Rossem. Sami nam o tym powiedzieli, bo widzieliśmy jak się całują.- wytłumaczył jej Pan Lynch.
- Że co proszę? Ta jaszczurka całował się z moją siostrą, a ja o niczym nie wiem. I jak to para jak oni ledwo się znają?- czarnowłosa nadal nie mogła w to uwierzyć. Patrzyła cały czas na blondyna, który właśnie nie wiedział co ma robić.
- Nie czekaj. Jak Rossy może być z tą dziewucha, jak wczoraj był z Natalia?- Delly wtrąciła jeszcze swoje trzy grosze.
- Co?! Najpierw całujesz się z moją siostrą, a później idziesz do łóżka z pierwszą lepszą?!- Van już nie wytrzymała. - To dlatego Lau jest od wczoraj taka jakby smutna. To przez Ciebie ty biała gnido!- chciała już się na niego rzucić, ale w ostatnim momencie złapał ją Rik.
- Kochanie wydrapanie mu oczy nic nie da. Najlepiej niech wszytko wyjaśni.- Rik spojrzał na brata, a on nie wiedział co ma robić.
- Może ja pójdę do Lau.- powiedział i już chciał kierować się na górę, kiedy Van go zatrzymała.
- O nie mój drogi do mojej siostry masz się nie zbliżać do pokój nam tego nie wytłumaczysz.- powiedziała nadal zła, ale już spokojniej.
- Nie najpierw to wszytko muszę wyjaśnić z Laura. Jak z nią będę miał wszytko załatwione to wytłumaczę wam.- poszedł na górę nie zważając na wrzaski Vanessy. Zanim wszedł do pokoju dziewczyny zapłakał. Gdy nie usłyszał odpowiedź po prostu wszedł. Lau leżała na brzuchu i miała słuchawki na uszach więc nie słyszała jak chłopak wszedł. Podszedł do jej łóżka i usiadł koło niej. Dziewczyna się przestraszyła i szybko do niego odwróciła.
- Co ty tu robisz?
- Przyszedłem pogadać.- powiedział spokojnie.
- Ross mi nie mamy o czym rozmawiać.- nie patrzyła na niego.
- Mi się jednak wydaje, że mamy.- szedł w zaparte.
- To o czym chcesz rozmawiać?- usiadła na łóżku twarzą do niego. On spojrzał w jej oczy i w nich utonął. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Chciał wpić się w jej różowe, pełne usta, ale nie wiedział jak ona na to zareaguje. Ona jednak starała się nie patrzeć w jego oczy, ale jej się to nie udało. Też zatonęła w jego oczach, a jak zobaczyła, że chłopak zaczyna się do niej zbliżać to sama też zaczęła. Gdy dzieliły ich już prawie się dotknęli ustami. Lau się oprzytomniała.
- To o czym chciałem porozmawiać?- szepnęła do jego ust. Chłopak po tych słowach się obudził i odsunął od niej.
- Chciałem ci wyjaśnić, że mnie i Natalię nic nie łączy. No może poszliśmy do łóżka.- zaczął mówić.
- Czekaj czekaj co zrobiłeś?!- spojrzała na niego zdziwiona i smutna.
- No przestałem się z nią, ale byłem pijany i tego w ogolę nie pamiętam.- był bardzo zdenerwowany, bo nie wiedział jak ma to wytłumaczyć. - Ale nic więcej. Ja już nawet jej nie dokonałem. A do dzisiejszego wyjścia z nią musiała mnie Delly co z tego że musiałem iść do szkoły musiałem być z Natali.- ona patrzyła na niego z niedowierzaniem. Nie wierzyła że on mógł zrobić coś takiego, ale to była prawda. On coś takiego zrobił.
- Czekaj do jakiej szkoły?
- Do szkoły tańca. Prowadzie z Rikerem szkole tańca dla dzieci, a co?
- Nic tylko ja w takiej pracowałam i bardzo lubiłam tą pracę.- powiedziała cicho.
- To jak chcesz to możesz pracować u mnie, bo mam za mało nauczycieli, a za dużo dzieci. I będziesz miała na pewno lepiej niż w tej całej lodziarni.
- Nie dzięki nie potrzebuje litość i nie zostawię Mai samej.
- Ale ja nie proponuję ci tego z litość tylko chce serio żebyś i mnie pracowała, a Maia sobie poradzi. Radziła sobie wcześniej i teraz też sobie poradzi.- zachęcał ją. - Więcej czasu będziemy spędzać razem.- uśmiechnął się.
- Nie nie wiem, a mogłabym zobaczyć tą szkołę?
- No jasne jak chcesz to nawet teraz.- uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Nie jutro. Mam jutro wolne więc będę miała czas.- powiedziała spokojnie.
- Okay, a ty nie spotykasz się z tym kolegą?
- Nie nie spotykam napisał, że jednak nie może i spotkamy się innym razem.- powiedziała szybko nawet nie myśląc co mówi.
- Okay. Mam jeszcze jedną sprawę.
- Jaką?
- Bo moi rodzice nadal myślą, że jesteś moja dziewczyna, a jak powiem inaczej to złamie im serce, a Van mnie zabije za to, że Ciebie wykorzystałem. Czy nadal możesz udawać moja dziewczynę?- wytłumaczył jej.
- Ross idioto! Mówiłam ci wczoraj, żebyś wszytko powyjaśniał to ty nie. Ygh! No dobra nadal będę twoja "dziewczyną".- powiedziała trochę zła.
- Tak nawet nie wiesz jak się cieszę.- przytulił ja mocno. Zaśmiała się i oddała przytulaska.
- To może jak wszyscy myślą, że jesteśmy para to zeidzimy do niech co?- nadal się śmiała.
- Okay chodźmy.- podał jej rękę, a ona ją ujęła i zeszli na dół. Wszyscy się na nich spojrzeli.
- No co się tak patrzycie?- zapytała brunetka nadal trzymając rękę blondyna.
- No bo Wy serio jesteście razem?- zapytała Van patrząc na ich załączona ręce.
- No tak, a co?- tym razem powiedział Ross siadając na fotelu.
- Nic tylko dość szybko.- zdziwił się Rik.
- Rossy, a co z Natali?- Rydel też nie mogła tego zrozumieć.
- Nie znam jej co ma być.- już zaczął trochę się denerwować.
- Dajcie już im spokój i cieszcie się razem z nimi.- przerwała im Pani Lynch. - Nie widzicie że są szczęśliwi. Niech będą i nim tego nie zabraniajcie.- dodała.
- Dobrze.- powiedzieli chórem. Lau się uśmiechnęła i zaczęła szukać miejsca, żeby usiąść, ale nie znalazła. Nagle poczuł jak ktoś ciągnie ją za biodra na swoje kolana. Jak się okazała był to Ross. Spojrzała na niego zdziwiona.
- No co nie masz gdzie usiąść, a tu na pewno będzie ci wygodnie.- uśmiechnął się uroczo, a ona zauważyła że każdy się na niech patrzy to dała mu buziaka w policzek i też się uśmiechnęła. Wszyscy pozostali też się uśmiechali na tak słodki widok, oczywiście oprócz Delly.
- A siostra i Delly jutro pomagacie mi wybrać suknię.- powiedziała radośnie Van. Obydwie przystalay na to. Zaczęli rozmawiać na temat ślubu Rikessy, a że Ross to zbytnio nie interesowało to non stop rozśmieszał Laure, a ona się z tego śmiała tak, żeby inni tego nie zauważyli. I faktycznie nikt tego nie zobaczył oprócz rodziców blondyna. Oni się im przyglądali i uśmiechali tylko na widok jak Ross ją laskota, albo szepcze coś na ucho. W końcu Państwo Lynch opuścili ich, a reszta postanowiła obejrzeć film. Ross z Laura nie zmienili swojej pozycji (jak to zabrzmiało xd) i tak oglądali jakiś nudny film, który wybierał Rik. W połowie filmu Ross zauważył, że Laura zasnęła to wziął ja na ręce i zanusł do pokoju. Dziewczyna przez sen się w niego mocno wtuliła. On się tylko uśmiechnął i położył z nią i po chwili też zasnął.

~*~
Hej. Wierzcie jest nowy rozdział. Mam nadziej, Ze wam się spodoba. Piszcie komentarze. Dziękuję za te pod rozdziałem 7.
10 komentarzy=next
Całuski :*
~ Pinni

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 7 (nareszcie)

×Oczami narratora×
W drzwiach stali rodzice blondyna, którzy właśnie przywieźli Toby'ego i zakrywali mu oczy. Przerażona Laura uciekła szybko do pokoju Rossa i zaczęła się ubierać.
Rodzice chłopaka za to patrzyli na niego jak na kosmitę.
- Synku kim była ta dziewczyna?- zapytał jego ojciec.
- Tato wszystko ci wyjaśnię, ale za chwilę. Najpierw muszę iść do niej.- szybko opuścił kuchnię i udał się do swojej sypialni. Tam zastał już ubrana dziewczynę.
- Czemu uciekłaś?- zapytał jakby to nie było oczywiste.
- No wiesz to trochę dziwne, że ja Cię prawie nie znam i się z tobą całuje, a w dodatku przyłapują nas twoi rodzice, którzy nie wiedzą o moim istnieniu. Jednak jest wszytko w porządku.- wytłumaczyła mu i już chciała wyjść, ale ją zatrzymał. - Co chcesz?- powiedziała trochę zła.
- No wiesz moi rodzice chcą Cię poznać i nie wyposzczę Cię bez śniadania.- uśmiechnął się i nie czekając na jej odpowiedź zaczął ciągnąć ją do kuchni. Ona nic nie mówiła, bo dobrze wiedziała, że to i tak nic nie da. Jak tylko weszli do pomieszczenia Toby rzucił się na Laure.
- Cześć Lau! To są moi dziadkowie wiesz?- zapytał tuląc się do niej.
- Cześć mały. Jasne, że wiem.- też go przytuliła z uśmiechem.
- Właśnie mamo, tato to jest Laura Marano. Młodsza siostra Vanessy Riker'a. Lau to moi rodzice.- powiedział z uśmiechem wielkim nie wiadomo czym spowodowanym.
- Miło mi państwa poznać.- uśmiechnęła się do nich miło.
- Słonko nam Ciebie też. Boże jak my się cieszymy, że Rossy w końcu znalazł sobie dziewczynę. Tyle lat był sam i mój malutki Tobuś Cię kocha to już jest idealnie.- Pani Lynch ucieszona przytuliła zdezorientowaną Laure.
- Kochanie puści tą dziewczynę i daj się naszemu synowi nią nacieszyć.- Pan Lynch też był bardzo szczęśliwy z powodu przykazania syna. Mama blondyna puściła ją, a Ross od razu ja przytulił do siebie.
- Proszę udawaj moją dziewczynę.- szepnął jej na ucho. Ona nie wiedziała co robić, ale jak spojrzała na uśmiechnięte twarze państwa Lynch to się zgodziła. Chodź wiedziała, że będzie tego żałować.
- To już wiemy po co był naszemu synowi wolny wieczór.- zażartował Pan Lynch, a blondyn tylko się uśmiechnął.
- Wy sobie pogadajcie, a ja pójdę zrobić w końcu śniadanie.- pocałował Lau w policzek i poszedł do kuchni.
- Może ci pomogę?- chciała się wymigać od zostania z jego rodzicami sama na sam.
- Nie trzeba kochanie.- chyba nie zrozumiał o co chodź brunetce. Ona tylko uśmiechnęła się nerwowo i spojrzała na jego rodziców. Oni cały czas byli uśmiechnięci, tylko szkoda, że tak naprawdę nie mają powodu do tej radość. Lau już miała coś mówić, że jednak pójdzie mu pomóc, ale zaczął dzwonić jej telefon.
- Bardzo przepraszam, ale muszę odebrać.- uśmiechnęła się miło i poszła do pokoju Rossa. Dzwoniła do niej Van.
- Gdzie ty do cholery jesteś?!- powiedziała na samym początku Van.
- U Rossa. Uspokoi się trochę.- mówiła spokojnie.
- Jak ja mam się uspokoić jak przychodzę do domu myśląc, że zastane moją siostrę bo jeszcze tak późno nie ma, a tu nic. Nie ma jej żadnego SMS ani nic. Wiesz jak ja się bałam!?- już mówiła trochę spokojniej.
- Przepraszam. Miałam wrócić do domu, ale Ross prowadził mnie gdzieś przez dobrą godzinę, a jak mu zaczęłam marudzi to wziął mnie na ręce, a że byłam podnieta to zasnęłam, a jak się obudziłam to byłam w pokoju i domu Rossa, a teraz przyszli jego rodzice.- wytłumaczyła jej.
- O poznałaś już moich teściów i jak? Strasznie kochani prawda?- ucieszyła się czarnowłosa.
- Tak bardzo mili i kochani.- uśmiechnęła się.
- O której idziesz dzisiaj do pracy?
- A która godzina?
- 10.30, to?
- Za pół godziny. Co?! Kurde Van ja kończę dzisiaj już będę na pewno w domu to pogadamy.- rozłączyła się i zbiegła na dół. - Ross ja muszę iść, bo zaraz się spóźnię do pracy.- powiedziała i już miała wychodzić, ale ja zatrzymał.
- Chodź zjedz śniadanie, a jak zjesz to Cię odwiozę, bo ode mnie do jest nie daleko do lodziarni.- uśmiechnął się do niej.
- Jesteś kochany dziękuję.- przytuliła go, a on się uśmiechnął i oddał przytulasa.
- Tak wiem, ale teraz siadaj i wcinaj.- podał jej naleśniki, a Państwo Lynch patrzyli na nich z uśmiechem. Gdy już zjedli to brunetka pożegnała się z rodzicami blondyna i wyszła razem z nim. Zaprowadził ją do samochodu i otworzył drzwi.
- Dziękuję.- uśmiechnęła się i wsiadła. On też i po chwili byli już przed lodziarnia.
- To, o której kończysz?- zapytał z uśmiechem.
- A co?- zdziwiła się.
- No, bo chciałbym cie zabrać w to miejsce, którego wczoraj nie zobaczyłaś.- uśmiechnął się uroczo.
- No dobrze. Kończę dzisiaj o 18, a teraz muszę iść. Pa.- cmoknęła go w policzek i wyszła. On się tylko uśmiechnęła i pojechał do domu. Lau szybko weszła do lodziarni i przywitała się z Maia. Nie miały jeszcze dużego ruchu więc sobie rozmawiały. W końcu ludzi zaczęła przybywać i miały pełne ręce roboty, ale co się dziwić jak są wakacje.
- Lu czy to nie ten twój blondasek?- zapytała Maia podchodząc do niej i pokazując na jakiegoś chłopaka z ładną blondynką. Spojrzała w tamtą stronę i poczuła się dziwne smutna.
- Tak to Ross i on nie jest moim blondasem okay?- powiedziała lekko zła.
- Ej mała spokojnie. On nie jest Ciebie wart tak? No chodź tu do mnie.- przytuliła ją, a Lau oddala przytulasa. Po chwili się od niej oderwała.
- Jest dobrze on tez dla mnie był tylko przyjacielem.- powiedziała już spokojnie.
- No dobrze, a co to za laska?- Lau jeszcze raz spojrzała w ich kierunku.
- To taka jedna jedzą, która jest podła i mnie nienawidź za to, że na mnie wpadła i zniszczyła swoją kieckę, a i jest przyjaciółka jego siostry.- powiedziała na jednym wdechu i podeszła do jednego ze stolików. Maia o nic już nie pytała. Jak już miały mniej klientów Lau opowiedziała jej o sytuacji z rana. Maia była nie mało zdziwiona.
- Co za dupek! Jak go dorwę to mu te farbowane klatki wyrwę!- powiedziała z mordem w oczach, a Marano zaczęła się śmiać. - Ale ja mówię prawdę.- powiedziała poważnie.
- Dzięki pomogłaś.- nadal się śmiejąc przytuliła ją. Ona też się zaśmiała.
- Dobra koniec tego dobrego. Zamykamy lokal i zmykamy do kina. Co ty na to?- uśmiechnął się do niej.
- A wiesz, że bardzo chętnie.- też się uśmiechnęła. Szybko posprzątały i po zamykały. Jak wyszły Lau zauważyła Rossa i jej się przypomniało, że się z nim umówiła, ale teraz nie chciała z nim nigdzie iść. Blondyn do nich podszedł, a Maia dała mu z liścia.
- Auu! Za co?- złapał się za policzek, który robił się czerwony.
- Za to blondasie, że najpierw całujesz się z Laura, a później chodzisz za rączkę z jakimś plaskiem!- wytłumaczyła mu "łagodnie" Maia.
- Ale to nie tak!- zaczął się bronić.
- To niby jak?- zapytała Lau i założyła ręce na piersi.
- No, bo ona przyszła do mnie i wyciągnęła mnie na spacer. To się zgodziłem, a te ręce to przypadek. A tak w ogóle to czemu się tym przyjmujesz przecież nie jesteśmy razem?- patrzył cały czas na nią.
- W sumie to mam to gdzieś. To twoje życie więc rób sobie co chcesz, a swoim rodzica powiedz, że zerwaliśmy albo coś, bo ja już nie będę jej udawać. Może twoja blondyneczka się zgodzi.- powiedziała spokojnie patrząc mu w oczy.
- Dobrze to jak idziemy?- uśmiechnął się do niej.
- Nie licz na to. Idę z Maia do kina. Może kiedy indziej wyjdę z tobą.- uśmiechnęła się do niego i złapała Maie za rękę i pociągnęła w stronę kina. Maia się tylko jeszcze na chwilę odwróciła i posłała mu całusa. Po kinie dziewczyny poszły do domu Lau. Weszły, a na nich od razu naskoczyła Van.
- Laura idiotko naucz się odbierać telefon!- przytuliła ją mocno.
- Van... dusisz.- powiedziała słabo, a czarnowłosa ją puściła i zauważyła Maie.
- O hej jestem Vanessa, starsza siostra tej tu obecnej.- zaśmiała się.
- Hej ja jestem Maia Mitchell, pracuje razem z Lu.- uśmiechnęła się, a Van ją przytuliła.
- Vancia Maia zostanie u nas na noc okay?
- Jasne nie ma sprawy.- uśmiechnęła się. - To może pokaż jej pokój i już idźcie spać, bo jest już późno.
- Dobra dobra.- powiedziała i pociągnęła Maie za sobą. Pokazała jej pokój i wszytko co będzie jej potrzebne. Jeszcze trochę pogadały, aż w końcu zasnęły.


~*~
Hej kochani. Tak tak wróciłam i jestem z tego bardzo zadowolona. Mam cichą nadzieje, że wy też i że rozdział też, bo mi się zbytnio nie podoba. Ale opinie zostawiam wam moi kochani. Dobra ja znikam, a wy zostawcie jakiś komentarz, żeby na mojej buźce pojawił się uśmiech bardzo szeroki.
Całuski :*
~ Jak zawsze Pinni

czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 6

NOTKA!!!!!!

~*~
Oczywiście przed kawiarnią czekał na mnie tak jak obiecał pewnie blondyn na którego wołają Ross. Uśmiechnął się gdy mnie zobaczył i podszedł do mnie.
- Witam piękna panią.- powiedział całując moją dłoń co wywołało u mnie cichy chichot.
- Witam Pana.- przywitałam się z nim. - To gdzie mnie Pan zabiera?- zapytałam już dalej grając w tą jego dziwna grę.
- Niech to będzie taki rodzaj niespodzianki.- powiedział już normalnie i złapał mnie za rękę. Poszliśmy w stronę parku. Nie wiem jaką dla niego niespodzianką jest park, ale niech będzie. Szliśmy w ciszy, ale ta cisza była bardzo przyjemną. Nie przeszkadzała mi w żaden sposób. W sumie to lubiłam z kimś spacerować i tak nic nie mówić. Wolę iść mając świadomość tego, że nie jestem sama, ale też pomyśleć o istotnych rzeczach i tych mniej istotnych. Lubiłam też siedzieć w ciszy. Jednak we Włoszech nigdy mi się to nie udawało, bo Josh i Katy mieli to do siebie, że im gęby się nie zamykamy nawet jak jedli lub spali. Tak mnie to denerwowało, że czasami wychodziłam pomiędzy ich rozmową i szłam przed siebie. Wracałam późnym wieczorem, a oni spali jak zabić pewnie nie wiedząc nawet czy jestem czy mnie nie ma. Teraz cieszę się, że jego matka mnie zwolniła i przyłapałam ich w łóżku, bo inaczej bym nigdy się nie zebrała na to, żeby tutaj wrócić. Cieszę się, że wróciłam, bo znowu mam sióstr niedługo będę mieć szwagra. Poznałam Rossa, który jak nikt inny do tej pory umie mnie rozbawić. Maię, która jest strasznie zamknięta w sobie i nie sposób do niej dotrzeć. No i moja wisienka na torcie mój kochany maluszek Toby. To jedno dziecko odmieniło zupełnie mój świat. Pokochałam go przez te parę dni jak własnego syna. Nie wiem jak jego matka mogła zostawić takiego słodkiego i kochanego synka, no i Rossa. Ten jedne chłopiec sprawia, że uśmiecham się do siebie jak głupia tylko o nim myśląc.
- O czym myślisz?- moje przemyślenia przerwał łagodny głos mojego towarzysza.
- Myślę o tym co dał mi powrót do LA.- odpowiedziałam patrząc na niego.
- To do jakich wniosków doszłaś?- czy on musi zadawać tyle pytani jak jakieś dziecko.
- Doszłam do takiego wniosku, że jakbym nie wróciła to byś nie miał się z kim dzisiaj szlajać.- powiedziałam pokazując mu język. Ta i niby ja jestem dorosła to jest bardzo śmieszne. Serio ja do dorosłego nie pasuje. Wolę robić nadal rzeczy, które robiłam jak miałam 18 lat, a nie siedzieć w domu. No może wcześniej nie miałam takich odruchów ze chce mieć dziecko i ich tak nie kochałam, ale cóż w końcu trochę dorosłam. Przynajmniej pod tym względem.
- Dobra blondynie mów gdzie idziemy, bo mi się już iść nie chce!- krzyknęłam w końcu na blondyna, który nadal mnie ciągnął za sobą.
- Kobieto cierpliwość. Już prawie jesteśmy.- powiedział uśmiechając się szeroko.

- No przepraszam bardzo, ale to ty mnie prowadzisz przez park już od pół godziny, a ja nie wiem w ogóle gdzie mnie prowadzisz. Więc co się dziwisz, że się niecierpliwie. Jeszcze do tego wszystkiego nogi mnie bolą.- zaczęłam wrzeszczeć na blondyna, bo ja nie lubię takich niespodzianek, a tym bardziej jak cały dzień jestem na nogach.
- Kobieto z tobą jest gorzej niż z dzieckiem, a wiem co mówię, bo mam Toby'ego.- zaczął się ze mnie śmieć dziad jeden.
- Bardzo śmieszne wiesz!- krzyknęłam oburzona. Niech wie, że ze mną nie ma tak łatwo.
- Dobra, dobra już się nie bocz i wskakuj na barana.- powiedział już bardzo poważnie, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Aż się powtórzę. Bardzo śmieszne. Ty chyba na łep upadłeś.- powiedziałam nadal na niego patrząc jak na kompletnego idiotę i zaczęłam iść przed siebie. On zaraz mnie dogonił i nie patrząc na to czy mi się to podoba czy nie wziął mnie na ręce. - Puścić mnie idioto!- krzyknęłam, ale on na to nie zwracał uwagi i po prostu sobie szedł. Jak tylko mnie odstawi to się z nim policzę. Teraz wolę się go mocno trzymać, gdyby miał mnie namiar puścić. Jak ja go nie lubię. Czemu musiałam poznać takiego debile, który jest starszy ode mnie, a zachowuję się gorzej. Dlaczego ja?! Jednak nie mam co narzekać. Co z tego, że zbyt mądry to on nie jest, ale ma inne cechy na plus. Na przykład jego wygląd. Musze przyznać, że jest z niego niezłe ciasteczko. Szliśmy, a raczej on szedł już tak od 15 minut, a ja zaczęłam zasypiać w jego ramionach. Nie powiem, ale wygodnie mi było i bardzo przyjemnie. On ma ramiona idealnie stworzone dla mnie. Strach się przyznać, ale w ramionach Josha się nigdy tak nie czułam. W jego ramionach to bałam się być, a w Rossa wiem, a raczej mam takie przeczucie, że nic mi się nie stanie, a do tego nie boje się zasnąć w jego ramionach. To jest bardzo dziwne.

*Oczami narratora*
Ross szedł jeszcze może z 10 minut, a w tym czasie Laura zdążyła już zasnąć w jego ramionach. On jednak zauważył to dopiero jak doszedł na miejsce. Nie chcąc jej budzić postanowił zawieść ją do domu, ale z tego, że dziewczyna spała nie miał kluczy więc wziął ją do siebie. Tam położył w sypialni, a sam poszedł się umyć do łazienki. Gdy już wyszedł chciał spać na kanapie w salonie, ale przypomniało mu się, że dziewczyna miewa koszmary i postanowił z nią zostać. Tak też zrobił. Położył się koło niej, a ona przez sen się do niego przytuliła. Ross jak to zrobiła lekko się uśmiechnął i objął ją mocniej, i również zasnął.

#Następnego dnia rano# *Oczami Laury*
Ja w ogóle nie pamiętam kiedy zasnęłam, ale to nie martwi mnie tak jak to, że je nie jestem we własnym pokoju, a co dopiero domu. Jeszcze wiem, że z kimś spałam jestem tego przekonana, bo poduszka koło mnie jest ruszana. Tylko gdzie ja jestem i z kim spałam. Mam jeszcze jednio pytanie czemu nam na sobie męską koszulkę. Dobra chyba ta osoba jest w łazience, bo słyszę lejącą się wodę. Woda przestała lecieć, a po chwili drzwi się otwarły, a z nich wyszedł Ross. No to by wyjaśniało sprawę, bo pamiętam jego jak mnie niósł w jakieś jego tajemnicze miejsce, ale nie wiem czemu nie zaniósł mnie do mojego domu tylko do siebie.
- O już nie śpisz?- zapytał jak zauważył, że mu się przyglądam.
- Jak widać.- powiedziałam patrząc uważnie na jego ruchy. On tylko się zaśmiał i podszedł do łóżka. - Ross, co ja tak właściwie tu robię?- zapytałam, bo nadal nie mogłam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam.
- No wiesz niosłem cie w takie jedno fajne miejsce, ale ty po drodze mi usnęłaś, a że nie chciałem grzebać w twojej torebce, żeby znaleźć klucze to przywiozłem cie tu.- powiedział jak to on zawsze mówi na luzie.
- Czy to ty mnie rozebrałeś?- zapytałam tak dla pewność.
- Tak, bo pomyślałem, że tak będzie ci wygodniej.- wyszczerzył się jak głupi i poszedł sobie pewnie do kuchni. Ja nie wiele myśląc poszłam za nim. Muszę powiedzieć, że ma bardzo duży dom i piękny. Jednak była jeszcze jedna rzecz, która mnie zastanawiała.
- Ross?
- Tak?
- Gdzie jest Toby?- tak to, to pytanie mnie zastanawiało. Co on zrobił z sześcioletnim chłopcem, z którym jeszcze wczoraj się widziałam.
- Kochanie nie musisz się martwić Toby jest u moich rodziców. Mają go przywieść, za jakąś godzinę, a teraz chodzi pomożesz mi przy naleśnikach.- wytłumaczył mi, a ja tylko pokiwałam głową i do niego podeszłam.
- Ale ja nie umiem robić naleśników.- powiedziałam, bo wole niczego nie przypalić.
- To cie nauczę, a przy okazji mi pomożesz.- on chyba zawsze jest taki zadowolony.
- Niech ci będzie. Co mam robić?- niech się dziecko cieszy, że jestem taka dobra, ale jak coś przypale to będzie jego wina.
- Na początku to daj mi mąkę. Jest w szawce nad twoją głową.- powiedział, a ja sięgnęłam po biały proszek zwany mąką. Ross kazał mi ją jeszcze otworzyć, ale ja to ja i mąka zamiast zalesić się w misce znalazła się na mnie. Blondyn zaczął się śmiać ze mnie jak nienormalny.
- Tak cie to śmieszy, a to masz!- krzyknęłam i wysypałam zawartość torebki na niego. Teraz to ja mam powód do śmiechu. Chłopak się wkurzył i to nie na żarty, a przynajmniej tak wyglądał. Zaczęłam przed nim uciekać, ale to i tak nic nie dało, bo on zaraz mnie złapał i posadził na blacie. Otworzył drzem i z miną starego zboczeńca zaczął mi go wcierać w twarz. Ja zamiast mu się wyrywać to się śmiałam razem z nim z naszej głupoty. Jakby ktoś tu wszedł, bo by się nieźle uśmiał. No bo dwoje dorosłych ludzi jest upapranych w drzemie i mące i śmieją się z siebie. Nie to nie jest normalne. Ross nagle spoważniał i spojrzał mi w oczy. Ja zrobiłam to samo i w nich utonęłam. Blondyn zaczął się do mnie zbliżać, a ja się nie sprzeciwiałam, choć wiedziałam do czego to prowadzi. W końcu jak dzielił nas milimetr odległość to Ross się zatrzymał. Nie wiem czemu, ale nie mogłam czekać i sama wpiłam się w jego usta. Nie wiem co mną kierowało. Może to, że już dawno nie byłam tak blisko żadnego faceta, albo to, że naprawdę tego chciałam. Blondyn uśmiechnął się lekko przez pocałunek i odwzajemnił go jeszcze bardziej go pogłębiając. Całowaliśmy się tak dość długo. Ręce Rossa zdążyły już powędrować do nich nóg. Całowaliśmy się z wielką pasją i pragnieniem. Co jakiś czas się do siebie uśmiechaliśmy przez pocałunek. Objęłam chłopaka nogami w pasie, a on zaczął ręką kierować się w coraz wyższe partie mich nóg. Nie wiem co by się stało, gdybyśmy nie usłyszeli jak ktoś odkaszluje. Szybko się od siebie oderwaliśmy i spojrzeliśmy na osoby, które stały w drzwiach od kuchni. Byli to...


~*~
Hej miśki. Tak wiem, że miałam dodać rozdział jak będzie 15 komów, ale jednak dodaje dzisiaj. Przemyślałam to i doszłam do wniosku, że chyba nigdy tyle komów nie będę miała i dodaje rozdział dzisiaj. Chciałam też bardzo podziękować tym osobą, które skomentowały tamten rozdział, który nie był zbyt genialny jak dla mnie, bo jak go pisałam była szósta rano, a ja byłam nie przytomna. Nie polecam siedzenia całej nocy na komputerze, a tym bardziej jak jesteście u siostry lub kuzynki, a na drugi dzień musicie wrócić do domu.
U mnie było to coś takiego siedzimy tak było gdzieś w pół do czwartej rano, a Kasia do mnie(moja siostra) "Ty stara słońce wychodzi!" Tak to było takie z dupy. Widzicie jak ja się dla was poświęcam. Zamiast iść spać razem z moją siostrą, to ja ledwo przytomna pisałam dla was rozdział przez dwie godziny.
Teraz jeszcze raz chciałam bym podziękować tym, którzy go skomentowali. To naprawdę dla mnie dużo znaczy.
Myślałam też czy czasem nie zrobić sobie przerwy, ale o tym jeszcze pomyśle. Wiem tylko tyle, że od 4-11 mnie nie będzie, bo przez weekend jest u mnie moja siostra, a później jedziemy do niej, a wracam w niedziele i raczej nic przez ten czas nie napisze. Jednak jak mi się uda to zobaczę.
O przerwie od bloggera jeszcze pomyśle, bo doszłam do wniosku, że jestem chyba jedyną bloggerką, która prowadzi już drugiego bloga i jeszcze ani razu nich nie zawiesiła. To jest coś, a przy najmniej dla mnie. Jednak wiem czemu tak jest. Robię tu co kocham. Na bloggerze jestem nie cały rok, a piszę od dwóch lat. Tylko do tej pory nikt nie dał mi kopa w dupę, żebym pokazała to światu. Jednak znalazła się życzliwa dusza zwana Kasią moją siostrą i to dzięki niej tu jestem.
Większość z was też się dziw skąd biorę tyle pomysłów. To wam powiem z mojej głowy. Dużo osób mi mówi, że mam niepowtarzalną wyobraźnie. Rodzice z kolej mi mówią, że żyje w własnym świecie co jest trochę prawdy. Ja potrafię się tak zamyślić wyobrażając sobie jakąś sytuacje, że nikt nie może mnie stamtąd wydostać. Właśnie to jest moją tajemnicą to, że potrafię sobie wszystko wyobrazić i czasami sama siebie zaskakuje.
Dobra żegnam tych, którzy wytrwali do końca tej notki i kończę ją zanim będzie dłuższa od rozdziału.
Mam tylko wielką groźbę skomentujcie ten rozdział, żebym widziała, że serio mnie ktoś w ogóle czyta.
Całuski :*
~ Pinni

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 5

Notka pod spodem!!!!
~*~
×Oczami Laury×
Rano gdy się obudziłam poczułam, że nie śpię na swojej poduszce tylko na torsie jakiegoś faceta. Podniosłam głowę otwierając po woli oczy. Gdy już całkiem je otworzyłam zobaczyłam, że śpię na klatce Ross. Chłopak jeszcze spał więc nie chciałam go budzić. Jednak musiałam, bo mocno mnie trzymał swoimi ramionami, a ja chciałam do łazienki.
- Ross wstawiaj.- powiedziałam spokojnie prosto do jego ucha. On jednak nawet na to nie zareagował. Jeszcze trochę tak popróbowałam, ale w końcu przerwałam. W tym samym momencie do mojego pokoju wszedł zasypany Toby. Jak zobaczył, że ja leżę na łóżku koło jego taty to uśmiechnął się szeroko. Znów zaczęłam próbować obudzić blondyna, ale przerwał mi moje starania słodki głos Toby'ego.
- Tata dopiero się obudzi jak go pocałujesz.- powiedział, a ja już nie wiedziałam co mam robić. Przecież nie pocałuje chłopaka, którego znam ledwo jeden dzień. Jednak chciałam się uwolnić z jego uścisku. Postanowiłam więc go pocałować, ale nie w usta tylko w policzek. Co mnie bardzo zdziwiło to podziałało. Chłopak na początku się tylko uśmiechnął, a po chwili zaczął otwierać swoje paczałki.
- Co to za miłą pobudka?- zapytał nadal zaspanym głosem.
- Próbowałam inaczej, ale niestety nie działało.- przyznałam i chciałam się już mu wyrwać, ale przyciągnął mnie go siebie z powodu czego znów leżałam na nim.
- Chyba jednak się jeszcze nie obudziłem.- powiedział patrząc na mnie wzrokiem typu "ja chce jeszcze raz!".
- Kochanie nie masz już na co liczyć, a tera mnie puść bo muszę do łazienki.- powiedziałam, a on mnie posłuchał. Nie powiem to było dziwne. Nie tylko błagam niech on nie ma żadnego planu. Błagam! Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Nie patrz się tak i idź do tej łazienki, bo zmienię zdanie.- zagroził, ze śmiechem, a ja tylko przekręciłam oczami i poszłam w końcu do mojej upragnionej łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic i chciałam się już ubrać, ale przypomniało mi się, że zapomniałam o ubraniach. Nie chcąc się już ubierać w piżamie. Więc owinięta tylko ręcznikiem, który nie zasłaniał zbyt dużo wyszłam modląc się aby Ross i Toby zeszli na dół. Weszłam po cichu do pokoju i zauważyłam, że jednak moje modły nie zostały do końca wysłuchanie. Mianowicie Ross nadal leżał na moim łóżeczku, a Toby pewnie poszedł pooglądać telewizję, bo coś tam słyszałam z dołu.
- No proszę, prosiłem o całuska, a w zamian dostaje takie widoki nie powiem nie zawiodłem się.- powiedział patrząc na mnie jak jakiś zboczenie.
- Niestety już sobie nie popatrzysz, bo idę się ubrać, a ty idziesz na dół zrobić nam śniadanie.- mówiłam to podchodząc do niego po woli, a on usiadł.
- Czemu nie mogę zostać i popatrzeć?- zapytał jak małe dziecko.
- Kochanie nie możesz zostać, ale obiecuje, że dam ci coś co Cię na pewno ucieszy, ale musisz wyjść i zrobić śniadanie.- zamruczałam mu do ucha i jeździłam palcem po jego nagim torsie. Widziałam, że mu się to podoba.
- No dobrze przekonałaś mnie.- powiedział, a ja się od niego odsunęłam i pozwoliłam wstać, i opuścić mój pokoju. Gdy upewniłam się, że chłopak już tu nie wejdzie zaczęłam szukać jakiś wygodnych ciuchów na dzisiaj do pracy. W końcu znalazłam. Ubrałam się szybko i jeszcze poszłam do łazienki zrobić sobie delikatny makijaż. Jak byłam już gotowa to zeszłam na dół do kuchni, a tam zastałam bardzo słodki widok. Mianowicie Ross trzymał Toby'ego na kolanach i jego rączkami mieszał ciasto na naleśniki. Ten widok był taki słodki, że mimowolnie się zaczęłam uśmiechać widząc jak są do siebie podobni. W tym momencie nie wiem czemu, ale zapragnęłam widzieć taki widok codziennie. Jednak zaraz do mnie dotarło, że to jest niemożliwe. Czemu ja mam tak skomplikowane życie?
- Laura!- krzyknął mały blondynek, gdy tylko na mnie spojrzał i wyrwał się tacie żeby tylko podbiec do mnie. Ja się tylko uśmiechnęłam i wzięłam go na ręce i z uśmiechem podeszłam do Ross.
- Ej, a na mój widok się tak nie cieszył to nie fier.- zaczął się dochodzić blondyn.
- No widzisz nawet twoje własne dziecko woli mnie od ciebie.- powiedziałam i pokazałam mu język, a Toby zszedł na podłogę.
- Nie przejmuj się tata mnie i tak jesteś zawsze na pierwszym miejscu.- powiedział mały do swojego taty, a on go przytulił. Boże jak ja bym chciała mieć taką rodzinkę i takie widoki codziennie. Jednak moje życie tak nie wygląda i jak na razie się na to nie zanosi. Myślałam tak, a blondyn kończył sparzyć naleśniki. Mały już dawno usiadł przy stole, a jak zobaczył, że ja nadal stoję to zaczął mnie ciągnąć za rękę. Tym samym wyrywając mnie z krainy moich myśli. Zajęłam miejsce koło chłopca, a Ross podał nam nasze śniadanie i usiadł razem z nami. Muszę przyznać, że chłopak ma talent do robienia naleśników. Gdy już kończyliśmy przyszli Vanessa z Rikerem.
- O naleśniki zostało coś dla nas?- zapytał Riker.
- Tak bracie jak sobie usmażycie.- powiedział uśmiechnięty Ross, a ja ze śmiechem zaczęłam myć naczynia.
- No wiesz co. Ja ci dziewczynę załatwiam, a ty naleśnika mi żałujesz to nie ładnie.- mam pytanie co on ćpał dzisiaj.
- Riker ty coś brałeś czy co? Jaka dziewczynę mi załatwiłeś?- Ross był bardzo zdziwiony słowami swojego starszego brata, a zresztą się nie dziwię.
- No z Laura, a z kim?- że co, że ze mną? To są chyba jakieś jaja.
- Vanessa zrób coś ze swoim facetem, bo mu coś zrobię.- powiedziałam do siostry, a ona tylko walnęła swojego narzeczonego w lep. I dobrze mu tak. Niech ma za gadanie głupot.
- Siostra, a ty nie miałaś iść dzisiaj do pracy?- zapytała w końcu Van.
- Tak własne już miałam iść, ale ten zaczął gadać głupoty. Dobra to ja spadam, a ty ogarnij swojego faceta. Pa.- powiedziałam i pocałowałam ją w policzek. Już chciałam wychodzić, ale zatrzymał mnie głos Ross.
- Poczekaj ja muszę zaprowadzić Toby'ego do domu to od razu cie odprowadzimy.- powiedział, a Toby jak to tylko usłyszał to szybko do mnie podbiegł.
- No to powiedzcie co jest między wami.- Riker serio chce ode mnie dzisiaj zarobić.
- Nic między nami nie ma oprócz przyjaźń więc się zamknij.- syknęłam zła. Ross zabrał już Toby'ego więc szybko wyszłam, żeby przy przypadkiem nie zrobić krzywdy starszemu blondynowi. Chłopaki też po chwili przyszli więc szybko udaliśmy się do miejsca mojej pracy. Szliśmy w ciszy przez chwilę, ale jedna sprawa nie dawała mi spokoju. Więc postanowiłam się o nią zapytać Ross.
- Ross, a o co chodziło z tym, że twoja siostra kiedyś była inna?- chłopak po tym jak usłyszał to pytanie to nie wiedział co ma ze sobą robić. Zauważyłam, że to dla niego bardzo ciężki temat. - Jak nie chcesz to nie musisz odpowiadać.- powiedziałam szybko widząc jego minę.
- Nie jest dobrze tylko będziesz pierwszą osobą, której to wytłumaczę i trochę nie wiem jak to zrobić.- powiedział już trochę uśmiechnięty.
- To nie musisz od razu mi wszystkiego mówić możesz po woli. Tak jak będziesz się czuł na siłach.- powiedziałam, a on się rozluźnił i objął mnie ramieniem.
- To było jakieś dwa lata temu poznała taką jedną dziewczynę, która korzystała ją tylko po to, żeby zbliżyć się do naszej rodziny. Chodź do dzisiaj nie wiem po co. Rydel na początku był bardzo miłą osobą, która starała się ze wszystkimi przyjaźnić, ale ta dziewczyna zrobiła wszystko żeby z Delly zrobić dziewczynę, która nie ufa zupełnie nikomu. Ta dziewczyna spowodowała wypadek samochodowy, w którym Delly straciła na rok wzrok. Jednak z Rikerem zebraliśmy pieniądze i zrobiliśmy jej operacje. Udała się. Po te operacji Rydel już nie wróciła do siebie takiej jak była dawanie. Zmieniła się i już nie ufa odpowiednim ludziom. Ma to do siebie, że ufa samym tupeciarą, ale one tylko ją jak zwykle wykorzystują lub robią z niej idiotkę przy swoich kumplach. Ona wtedy dopiero rozumie co zrobiła i próbuje to naprawić, ale nigdy jej się to nie udaje. Tak jak mówiłem wczoraj to nie jej wina że taka jest, ale trochę Riker z Van też mają rację, że ona nic z tym nie robi żeby to zmienić.- skończył opowiadać, a ja nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Nigdy się z takim czymś nie spotkałam, rozumiem go też, bo wiem jak mu ciężko z taką siostrą i on nie może z tym nic zrobić. Byłam w nie małym szoku, ale w końcu trzeba coś odpowiedzieć.
- Przykro mi, ale nie mogę powiedzieć, że wiem jak to jest to było by kłamstwem. Mogę jedynie powiedzieć, że mi przykro. Jak byś mi powiedział co mogę dla ciebie zrobić na poprawę humoru to to zrobię tylko powiedz.- powiedziałam, a on na chwilę się zatrzymał i stanął na przeciw mnie. Uśmiechnął się głupkowato, a ja próbowałam zgadnąć o czym teraz myśli.
- Skoro sama się prosisz to chyba buziak załatwi sprawę.- aaaa o to mu chodź. Ale czekaj co!? Nie ja tego nie zrobię! Nie ma mowy że go pocałuje. On chyba śni.
- Ty sobie chyba jaja robisz.- powiedziałam patrząc na niego jak na idiotę.

- No dobra skoro nie chcesz w usteczka, to przynajmniej daj w policzek.- powiedział wielce oburzony.
- No dobra w policzek może być. Tylko się trochę zniż wielkoludzie.- powiedziałam, a on wielce uradowany schylił się do moich ust. Ja szybko musnęłam mu policzek moimi delikatnymi ustami i się od niego odsunęłam. Jak się w tym momencie dało zauważyć, że stoimy już pod miejscem mojej pracy. Toby z nadal wyszczerzonym Rossem weszli razem ze mną do sirotka. Ja szybko podeszłam do lady przy której czekała już na mnie Maia.
- No stara mówiłam, że tatuś na ciebie też polec.- powiedziała, gdy tylko do niej podeszłam. - Dobra, ale teraz gadaj jak to się stało, że on jest z tobą dzisiaj od rana?- tak ona to umie dobrać pytania do odpowiedniej sytuacji.
- No wiesz może dlatego, że jest bratem narzeczonego mojej siostry. Więc wczoraj jak wróciłam do domu to zastałam Rossa i Toby'ego siedzących na mojej kanapie. Więc nie masz na co liczyć, bo on jest zupełnie z innej bajki niż ja. Dobra, ale teraz dawaj fartuszek i idę zbierać zamówienia, bo jak szef mnie zobaczy to zabije.- wytłumaczyłam jej wszystko, a ona spojrzała na mnie wzrokiem "Ja i tak wiem swoje." Jednak podała mi to o co ją prosiłam i powróciła do swojej pracy, a ja do swojej. W sumie dużo ludzi jak na tak wczesną porę to nie było, ale musiałam w końcu obsłużyć tych co się za mną tu przywlekli.
- Co panom podać?- zapytałam stają przed ich stolikiem.
- Nam wystarczy tylko wiadomość, o której pani kończy pracę?- blondyn oczywiści musiał grać w to dalej.
- No wie pan to zależy od tego co pan chce z tą wiadomością zrobić?- ja ciągnąć głupią rozmowę to ciągnąć do końca.
- No wie pani jak na początek to chyba tylko odprowadzenie do domu mogę pani zaproponować.- powiedział szczerząc się jak głupi do sera.
- No dobrze, niech już panu będzie kończę o 16.- powiedziałam zrezygnowanym tonem, a Toby się z nas śmiał tak samo jak Maia i reszta klientów. Niezłą szopkę odwaliliśmy, ale co tam.
- Dobrze będę punktualnie, a i jeszcze jedno.- powiedział gdy chciałam od niego już odejść czy mnie skutecznie zawrócił.
- Tak?- zapytałam "miło".
- Do twarzy pani w tym fartuszku.- powiedział uśmiechając się jak stary zboczeniec i ciągnąc dół mojego "mundurka".
- Proszę mi nie zaczepiać koleżanki panie Lynch.- do akcji wkroczyła Mia.
- Jak pani to przeszkadza to panią też mogę pozaczepiać.- powiedział uśmiechając się do niej słodko, a ja na widok miny Mai zaczęłam się śmiać już nie wytrzymując. Dziewczyna miała minę połączoną coś takiego jak zaraz rzygnę i zaraz się zesram z tej podniety. To było takie śmieszę, że zaraz do mnie dołączył też Ross i brunetka. W końcu jak się ogarnęliśmy i znów zaczęliśmy się zachowywać jak na ludzi przystało to wszystko wróciło do normy.
- Jestem Maia.- powiedziała brunetka wyciągając rękę w stronę blondyna.
- Ross.- ujął jej dłoń i jak przystało na dżentelmena pocałował w nadgarstek.
- Dobra Laura pożegnaj się z nimi i wracaj do pracy.- powiedziała nadal się trochę śmiejąc.
- No Rossiu słyszałeś zmykaj stąd.- powiedziałam do niego, gdy już całkowicie się ogarnął.
- Wyjdę jak dostanę buziaka.- powiedział jak małe dziecko, które wymusza na kimś kupno lizaka.
- Wiesz co to sobie tu sieć, a ja wracam do pracy.- powiedziałam i już chciałam odejść, ale znów mnie zatrzymał. Tylko tym razem nie Ross tylko Toby.
- A ja dostanę buziaczka?- zapytał tym swoim słodkim głosikiem.
- Ty na pewno kochanie dostaniesz choć tu do mnie.- powiedziałam kucając, a chłopiec zaraz wpadł w moje ramiona. Jak go trzymałam to dała mu całusa w główkę i jeszcze chwilkę trzymałam w objęciach, ale w końcu musiałam puścić. Gdy to już zrobiłam to zauważyłam, że Ross patrzy się na mnie z oburzeniem czemu on nie dostał buziaka, a jego synek tak. Reszta klejnotów za to patrzyła na mnie ze wzruszeniem. Pewnie sobie pomyśleli, że jestem jego mamą, a tak nie jest.
- Ross jesteś zły czy smutny bo nie wiem czy się bać czy dać sobie spokój?- zapytałam zaczepnie chłopaka, a on tylko na mnie spojrzał swoim przebiegłym wzrokiem.
- Nie będziesz się miała czego bać jak dasz mi buziaka.- powiedział bardzo poważnie, ale jego oczy mówiły, że to dla niego tylko dobra zabawa.
- No dobra niech ci już będzie zlituje się nad tobą biedaku.- mówiłam zrezygnowana, ale podeszłam do niego i cmoknęłam w policzek już drugi raz tego dnia. Chyba trochę przesadzam, ale co mi tam. On i tak jest z innej bajki i nie pasujemy do siebie. Więc nie muszę się bać, że się w nim zakocham. No chyba, że chodzi o Toby'ego, ale to już od pierwszego wejrzenia. Więc wiecie. Dobra bo teraz wychodzę na jakiegoś pedofila w wersji żeńskiej. Tak to jest dziwne nawet bardzo. Chłopcy wyszli po tym jak obydwu wycałowałam, a Ross jeszcze poleciał z tekstem "Ja tu jeszcze wrócę!". Czemu los zesłał mnie na takiego debila to ja nie wiem. Jednak jest też dobra strona, bo mam się z kogo nabijać i od wczoraj nie myślałam o tym idiocie Joshu. Dzięki Bogu!
- Ejj, stara oni już wyszli nie masz po co tu stać!- dopiero jak Maia krzyknęła mi do ucha zauważyłam, że stoję ciągle przy stoliku przy, którym siedzieli. Szybko poszłam za brunetką do lady i tam usiadłam. Wstałam dopiero wtedy, gdy jakaś starsza pani chciała zapłacić za swoje lody. Podeszłam do niej uśmiechnięta.
- Wie pani. Jak oglądałam to pani pożegnanie z mężem i synkiem, to przypomniało mi się jaka to ja byłam w twoim wieku. Byłam zupełnie taka jak ty. Pamiętaj, że to prawdziwy skarb mieć taką rodzinę.- powiedziała, a mnie zatkało. Czemu wszyscy myślą, że ja z Rossem jesteśmy małżeństwem, a Toby to Rossa syn, a nie mój? No może się do nich trochę zbliżyłam przez wczorajszy wieczór, ale co z tego.
- To bardzo miłe co pani powiedziała, ale ja nie jestem żoną Rossa, ani mamą tego chłopca.- wytłumaczyłam staruszce, a ona uśmiechnęła się do mnie i położyła rękę na moim ramieniu.
- Kochana może nie jesteś z tym blondynem teraz, ale to tylko kwestia czasu, a ten szybko leć, a tym bardziej jak on się tak zachowuje. Mały chłopiec już cię kocha, teraz tylko jego tata musi poczuć coś wyjątkowego do ciebie, a ty do niego.- powiedziała zostawiła pieniądze na stoliku i odeszła. Czy ona chciała powiedzieć, że ja będę z Rossem. To nie możliwe przecież on jest bratem przyszłego męża mojej siostry i to tak nie wypada (chyba?). Dobra mam dość myślenia o Rossie i o tym co będzie. Jak ktoś jeszcze raz mi powie, że ja na 100% będę z chłopakiem, którego znam dwa dni to nie wytrzymam. Na szczęście wszystko do końca mojej zmiany było w porządku i już nikt nie miał głupich anegdot do mnie i Rossa. Nawet Maia zamknęła buzie widząc w jakim stanie wróciłam od staruszki. Zapewne też słyszała całą naszą rozmowę, ale przynajmniej była cicho. Ja już wyszłam to się wcale nie zdziwiłam, że taki jeden blondyn na mnie czekał.
~*~
Jest rozdział!
Co z tego, że nie spałam całą noc rozdział jest to jest najważniejsze.
Mam dla was wyzwanie. Skoro jak prosiłam o pięć komentarzy, a wy daliście 11 to może dobicie do 15. To tak 15 komentarzy=nowy rozdział.
15 KOMENTARZY=NOWY ROZDZIAŁ!!!!!!!!

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 4

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem!!!!
Rozdział z dedykacją dla tych pięciu dziewczyn, które skomentowały poprzedni rozdział.

~*~


Stała tak może z dziesięć minut i wpatrywała się w blondynów, którzy siedzieli na kanapie.
- Laura!- obudził ją, ze zdziwienie Toby, który ją mocno przytuli. Ona szybko też go przytuliła i pocałowała w główkę. Vanessa tylko patrzyła bardzo zdziwiona jak chłopiec przytula jej siostrę, której wcześniej nie znał.
- Dobra, a tera mi wyjaśnić jak to ty ich znasz.- powiedziała Van, gdy Toby oderwał się od brunetki.
- To było tak, że dostałam pracę w tej lodziarni koło parku. Więc tam pracowałam i zauważyła Tobyego, który siedział sam przy stoliku podeszłam do niego i zaczęłam go pilnować, bo powiedział, że jego tata jest tylko w sklepie i zaraz wróci. Jednak on wrócił dopiero po godzinie, a mały siedział ze mną i Maia, drugą kelnerka.- wyjaśniła jej, a Vanessa patrzyła tylko na Rossa jak na debila.
- Ross ty idioto czemu zostawiłeś Tobyego samego!? Ciesz się, że Lau tam była i się nim zajęła, bo mogło się to skończyć bardzo źle!- darła się na niego, a on tylko słuchał.
- Wiem już dostałem połuczenie od twojej koleżanki.- powiedział pokazując na Laure.
- To nie moja koleżanka tylko siostra idioto.- odburknęła mu zła czarnowłosa.
- To ty masz siostrę?- był bardzo zdziwiony, ale mniej niż Riker jak się o tym dowiedział.
- Tak mam siostrę i tą siostra jest Lau, a gdzie twoja siostra, bo miała już dawno tu być?- zapytała.
- Nie wiem, ale nie mów jej o tym, że zostawiłem Tobyego samego, bo mnie zabije.- powiedział przerażony, a Laura się cicho zaśmiała.
- To, aż tak boisz się siostry?- zapytała brunetka nadal rozbawiona.
- A żebyś wiedziała, a zresztą poznasz ją to się sama przekonasz.- powiedział i pokazał jej język.
- Wiecie, że wcale nie zachowajcie się jak dorośli?- zapytała ich Vanessa, która tylko się temu przyglądała.
- Tak zdajemy sobie z tego sprawę.-odpowiedział jej roześmiany Ross, który zaczął bardzo dobrze dogadywać się z siostrą czarnowłosej.
- Część wszystkim.- powiedział Riker wchodzący do salonu.
- Część.- odpowiedzieli mu, a Van go pocałowała. Toby jak to zauważył to od razu zasłonił sobie oczy po czym Laura zachichotała.
- Hej, przepraszam za spóźnienie, ale przyprowadziłam gościa!- gdy Van z Rikerem się od siebie odebrali usłyszeli głos jakiejś blondynki z przedpokoju.
- Rydel jesteśmy w salonie choć tu szybko!- powiedziała jej Vanessa. Po chwili dziewczyna weszła do salonu. Była to bardzo ładna blondynka. Była bardziej podobna do Rossa, ale z Rikera też coś miała. Koło niej stała jeszcze jedna śliczna blondynka.
- Cześć kochani.- powiedziała tak jakby nie zauważyła Laury i pocałowała każdego z osobna w policzek. Oczywiście pomijając Laure.
- Delly czemu ty zawsze musisz się spóźniać? Już Ross był wcześniej od Ciebie!- zaczęła jej prawić kazania Van.
- Była na zakupach i poznałam Natalie. Trochę się zagadałyśmy, a jak mi się przypomniało to zgarnęłam też ją i pomyślałam, że ją wam przedstawię.- zaczęła się tłumaczyć, a Natalia cały czas wpatrywała się w Rossa.
- Dobra niech ci już będzie, ale następnym razem ci tego nie wybaczę.- powiedziała bardzo poważnie Vanessa. No tak ona nienawidzi jak ktoś się spóźnia, a tym bardziej jak ona mówi, że to jest bardzo ważne.
- Dobra. Nata to jest Ross, Riker i jego narzeczona Vanessa, a to synek Rossa Toby.- przedstawiła blondynka każdego po kolej. Jedyny Toby zauważył, że coś się nie zgadza.
- Ciociu zapomniałaś o Laurze.- powiedział chłopczyk jak zrozumiał co mu nie pasowało.
- Kochanie o nikim nie zapomniałam co tym mówisz.- powiedziała nadal nie zwracając uwagi na brunetkę, która siedziała nadal koło Rossa.
- Siostra młody ma rację zapomniałaś o Laurze siostrze Vanessy.- powiedział tym razem Ross patrząc na brunetka, która miała dziwną minę. Toby, żeby Rydel w końcu ją zauważyła usiadł jej na kolanach. Blondynka podążyła za Tobym wzrokiem i wreszcie zauważyła brunetkę.
- Rzeczywiście bardzo Cię przepraszam, ale jestem mało spostrzegawcza, a jak Van mówiła, że to ważne to myślałam, że jest w ciąży. Przepraszam naprawdę. Tak w ogóle to jestem Rydel siostra tych dwóch blondynów.- mówiła tak że Laura ledwo ją zrozumiała.
- Nic się nie stało. Jestem Laura siostra Vanessy.- powiedziała uśmiechając się co blondynka odwzajemniła, a Toby się jeszcze bardziej w nią wtulił.
- Czekaj czy to nie ty zniszczyłaś moją ulubioną sukienkę?- zapytała Natalia przyglądając uważnie się brunetce.
- Nie przypominam sobie.- odpowiedziała głaskając chłopczyka po blond czuprynie.
- Tak to ty szmato na mnie wpadłaś w parku wlewając shake! Nigdy ci tego nie wybaczę!- darła się nie zwracając uwagi na to, że dziecko ich słucha.
- Po pierwsze tu jest dziecko więc uważaj na słowa, a po drugie moja siostra nie jest szmata tak jak ty!- Vanessa zaczęła bronić brunetki na co ta druga się nieźle zdziwiła.
- Van, siostra spokojnie. Już dobrze?- zapytała Lau jak zobaczyła, że Van jest cała czerwona.
- Tak już dobrze, ale ten plastik ma wyjść z mojego domu.- powiedziała.
- Natalia nigdzie nie wyjdzie bo jest moim gościem!- do kłótni dołączyła Rydel.
- Bardzo Cię przepraszam, ale nie będzie w moim domu przebywała osoba, która obraża moją siostrę.- zaczęła jej tłumaczyć spokojnie czarnowłosa.
- To niech ona sobie wyjdzie, a jak wyjdzie Natalie to ja, Ross i Toby razem z nią.- blondynka szła w zaparte.
- Czekaj, a czemu w to mieszasz mnie i Tobyego. Ja tej dziewuchy nie znam i dobrze mi tu.- powiedział Ross słysząc słowa siostry.
- A ja chce zostać z Laura.- odpowiedział blondynek. Rydel słysząc te słowa zrobiła się cała czerwona. Nie mówiąc już ani słowa pociągnęła Natalie za sobą i wyszły obydwie.
- Przepraszam za nią ona tak czasami ma.- zaczął usprawiedliwiać siostrę Ross.
- Ross przestań jej bronić ona cały czas jest taka. Ona już nie będzie taka jak kiedyś. Zrozum.- powiedział Riker.
- To ty zrozum, że to nie jej wina, że taka jest.- powiedział trochę wkurzony, ale nie chciał krzyczeć przy dziewczynach i dziecku.
- Ross, ale Riker ma rację ona już nigdy nie będzie dawną Rydel, która kocha wszystkich dookoła. Jednak masz rację to nie jej wina, ale nic z tym też nie robi, żeby to zmienić więc ty tym bardziej tego nie zmienisz.- Vanessa wytłumaczyła mu bardzo spokojnie, a on się uspokoił.
- Przepraszam za to, ale jak chodzi o Delly to mnie czasami ponosi.- powiedział uśmiechając się do Laury.
- Nic się nie stało jak też na twoim miejscu tak bym zareagowała. Tylko nie wiem o czy do końca mówicie.- powiedziała odwzajemniając jego uśmiech.
- Opowiem ci później, a teraz chodzimy się przejść.- zaproponował Riker.
- Tak na plac zabaw!- krzyknął uratowany Toby. Wszyscy się zaśmiali na jego wyskok, ale też się zgodzili. Szli sobie śmiejąc się ze wszystkiego. Van szła z Rikerem pod ramię, a Toby trzymał za rękę i Rossa, i Laurę. Wyglądał na słodką rodzinką. Ludzie którzy przechodzili koło nich patrzyli na ich uśmiechy i radosne miny sami się uśmiechali. Gdy już doszli na miejsce to Toby od razu popędził na huśtawkę ciągnąć za sobą Laurę. Riker razem z Vanessa patrzyli na to bardzo zdziwieni jak ta dziewczyna potrafiła zdobyć jego serce w parę minut jak Van pracowała na to kilka dni. Ross za to zaczął jej się uważani przyglądać. Gdy już skończył doszedł do wniosku, że jest bardzo piękną, młodą kobieta, która zdobyła serce jego syna w parę minut w lodziarni. Nigdy nie widział Tobyego takie wesołego przy obcej kobiecie. Mało tego czasami miał takie dni że nawet Rydel potrafił odetchnąć od siebie, ponieważ nie miał ochoty się z nią bawić, a tu nagle pojawia się zupełnie obcą kobietą i Toby za nią już szaleje po minucie. Blondyn się tak zamyślił, że nie słyszał jak Van z Rikerem zadawali mu pytania. Tak naprawdę to się zamyślił i zapatrzył na roześmianą twarz brunetki, która bawiła się z jego synem.
- Ross!!- krzyknęła w końcu Vanessa.
- Tak, co zamyśliłem się.- powiedział odkrywając wzrok od Laury, która spojrzała w jego stronę i się lekko uśmiechnęła.
- Tak wmawiaj sobie to brat. Ty się gapiłeś na Lau tak jakbyś miał się na nią zaraz rzucić.- powiedział Riker, a jego młodszy klon spojrzał na niego jak na idiotę.
- Nie prawda zamyśliłem się, a nie moja wina, że mój wzrok zatrzymał się na Laurze.- zaczął się bronić ze wszystkich sił.
- To nad czym się tak zamyśliłeś?- chciał postawić na swoim Riker. Ross już chciał mu coś odpowiedzieć, ale uprzedziła go Vanessa.
- Wiesz Ross ja tam nie mam nic przeciwko, że się na nią gapiłeś i pewnie ci się spodobała. Zresztą jak każdemu w końcu moje geny. Jednak uważaj na ją. Jak zechcecie się poznać bliżej i ona się w tobie zakocha, a ty się nią tylko trochę pobawisz to będzie źle. Jak zobaczę, że ona będzie cierpieć przez Ciebie to sam może zacznij sobie grób wykonywać jak masz zamiar takie coś zrobić. Więc wiesz macie jak coś moje błogosławieństwo, a i jeszcze jedno rób to po woli, bo dopiero zerwała z chłopakiem z którym była od pięciu lat, bo nakryła go w łóżku ze swoją przyjaciółką. Więc uważaj na słowa i czyny, a najlepiej zacznijcie od przyjaźń.- powiedziała Van, a blondyn się zdziwił, że już chcą go zeswatać z jakąś obcą dziewczyną, ale musiał przyznać Laura zrobiła na nim dobre wrażenie. Szczególnie jej podejście do dzieci i uroczy uśmiech, który najbardziej podobał się blondynowi w dziewczynie. Miała taki niewinny i bardzo zaraźliwy uśmiech tak samo jak śmiech. Ross czuł się przy niej jak nastolatek choć miał już dwadzieścia pięć lat i dziecko, które ma sześć.
- Dzięki Van serio nie wiem, czy ci dziękować czy płakać, bo chcecie mnie już zeswatać.- powiedział bardzo poważnie, a Vanessa walnęła się w czoło otwartą dłonią.
- Tempa pało przecież my na razie chcemy, żebyś się z nią zaprzyjaźnił nie myl nas z Delly dobrze? Teraz was zostawimy samych. Bawcie się dobrze.- wytłumaczył mu Riker, a po tych słowach zniknął biegiem z Vanessa nie wiadomo gdzie. Ross zaczął myśleć nad sensem wypowiedzi swojego brata i już niedługo bratowej. Doszedł do wniosku, że nic mu nie zaszkodzi poznać ją bliżej, a tym bardziej, że jest miła i jego syn ją kocha. Postanowił, że zaproś ją jak tylko będzie miał czas na jakąś kolację czy coś, żeby mogli się poznać bardziej.
- Gdzie Van z Rikerem?- jego myśli przerwał słodki głos Laury, która do niego podeszła.

- Wiesz co sam nawet nie wiem. Zabrali się i poszli mówiąc coś o tym że mamy się zaprzyjaźnić.- wytłumaczył jej to, a ona się zaśmiała. On słysząc jej słodki, dziewczęcy śmiech sam się cicho zaśmiał.
- No tak już zaczęłam zapominać jaka jest moja siostra. Bardzo Cię przepraszam za nią, ale ona tak zawsze odkąd odrosłyśmy od ziemi.- mówiła nadal rozbawiona. Ross tylko znowu zaczął się jej przyglądać jednak zaraz się opamiętał.
- Ja mam tak samo z moją tylko ona nie tak często, ale w tym tygodniu to już mnie poznawała z chyba dziesięcioma i mogę się założyć, że ta co ją dzisiaj przeprowadziła też będzie kandydatką na moją żonę.- powiedział bardzo poważnie.
- No to masz przesrane, bo to niezła lalusia.- powiedziała znowu się śmiejąc, a chłopak razem z nią.
- A tak w ogóle to gdzie Toby?- zapytał, bo go nie widział.
- Tam jest na zjeżdżalni.- powiedziała i spojrzała na małego, który do nich pomachał. Siedzieli dosyć długo rozmawiając ze sobą, a Toby się bawił i czasami patrzył na nich z uśmiechem. Było już dosyć późno, a Toby zaczął się rozbić śpiący więc postanowili wracać do domu. Ja się okazało mały usnął w połowie drogi z powodu czego Ross musiał do nieść. Gdy już doszli do domu brunetki zastali tylko kartkę na stole w kuchni od Vanessy:
"Siostra pewnie jesteś zmęczona i jest z tobą Ross, bo Toby zasnął. Dobra przejdziemy do konkretów. Chłopaki nich zostaną, bo my z Rikerem jesteśmy u Dellci więc bawcie się dobre. Tylko tak nie dosłownie pamiętajcie dziecko macie w domu. Kocham Van :*"
Laura gdy to przeczytała i to na głos zaczęła się śmiać, a blondyn nie wiedział co jest w tym takie śmieszne.
- No, bo Van myśli że będziemy sex uprawiać jak znamy się parę godzin. Boże jakie ona ma pomysły jest gorzej niż jak była nastolatką.- mówiła już trochę się uspakajając, gdy zobaczyła jego zdziwiona minę.
- Dobra nasze siostry są zupełnie różne, bo moja by nam kazała to zrobić.- powiedział tym razem on rozbawiony.
- Więc tak czy tego chcesz czy nie jesteś na mnie skazany.- powiedziała brunetka gdy już całkowicie się uspokoili.
- Wiesz, że nawet bardzo chętnie u Ciebie zostanę, ale najpierw zdradzi mi jak to zrobiłaś, że mój syn za tobą tak szaleje.- powiedział uśmiechając się do niej miło.
- No wiesz to mój urok osobisty. Tylko szkoda, że działa na takich małych, a nie na starszych.- mówiła udając bardzo poważny ton. Jednak w jej oczach paliły się iskierki rozbawienia.
- Kto ci powiedział, że to nie działa na dorosłych facetów?- zaczął z nią flirtować choć sam nie wiedział co go do tego kieruje.
-No wiesz jak do tej pory to trafiała na samych dupków więc wiesz chyba stąd.- wytłumaczyła mu i nagle zrobiła się smutna. Ross jak to zobaczył to zrozumiał co właśnie powiedział. Przypomniały mu się słowa Vanessy o tym, że dopiero co zerwała z chłopakiem.
- Przepraszam nie chciałem Vanessa mi mówiła, żebym uważał na słowa, ale ja to ja muszę coś popsuć zawsze.- zaczął dramatyzować, a Lau żeby go uciszyć po prostu go przytuliła. Blondyn bardzo się zdziwił tym gestem i dopiero, gdy dziewczyna chciała się już od niego oderwać on ją do siebie przyciągnął. Laura tylko się lekko uśmiechnęła, gdy to poczuła i wtuliła się w niego jak w pluszowego misia. Ross nie wiedział co się z nim dzieje, ale poczuł coś dziwnego przy tej dziewczynie. Tak jak przy żadnej się nie czuł. Nawet przy mamie swojego syna.
Laura miała tak samo poczuła coś dziwnego przy chłopaku, którego zna parę godzin. Poczuła przy nim coś tak dziwnego, że nie potrafiła tego nazwać, bo nawet przy Joshu nigdy tego nie poczuła. Jednak obydwoje postanowili jak na razie się tym nie przejmować i dać sobie z tym spokój. Laura tak dobrze czuła się w ramionach blondyna, że zaczęła powoli zasypiać.
- Chyba ktoś tu jest bardzo śpiący co?- zapytał ze śmiechem Ross, gdy tylko to zobaczył. Brunetka trochę zmieszana szybko się od niego oderwała i uśmiechnęła zakłopotana.
- Tak troszeczkę. Dobra weź Tobyego i pokaże ci gdzie masz go położyć.- powiedziała, a chłopak wziął chłopca na ręce i poszedł za Laura do jednego pokoju na górze, który był specjalnie przygotowany dla dzieci.
- Połóż go na łóżku i chodź za mną.- blondyn wykonał polecenie dziewczyny, a późnej udał się za nią do pokoju dla gość.
- Tutaj będziesz spał, łazienka jest za tymi drzwiami. Gdybyś czegoś potrzebował to wolaj mój pokój jest naprzeciwko.- uśmiechnęła się do niego słodko i skierowała się do swojego pokoju. Obydwoje w tym samym czasie poszli do łazienki się umyć i nawet wyszli w tym samym czasie. Po tych czynnościach poszli spać. Jednak tutaj już nie było tak podobnie, ponieważ Ross spał sobie spokojnie. Brunetce niestety zaczął się śnić koszmar. Zaczęła krzyczeć przez sen czym skutecznie obudziła Rossa. Chłopaka, gdy się obudzi na początku nie wiedział co się dzieje, ale po chwili sobie wszystko przypomniał. Jak usłyszał kolejny krzyk dziewczyny szybko zerwał się z łóżka i szybko udał się do pokoju brunetki. Gdy tam wyszedł zobaczył dziewczynę, która wierci się na łóżku i strasznie krzyczy. Domyślił się, że śni jej się koszmar więc zaczął ją budzić. Dziewczyna bardzo szybko się obudziła, gdy zobaczyła nad sobą Rossa od razu rzuciła mu się na szyję. Chłopak mocno przytuli ją do siebie i próbował uspokoić, bo była cały czas roztrzęsiona. Jak Laura trochę się uspokoiła opowiedziała chłopakowi, który nawet na sekundę nie wypuściła jej ze swoich ramion co jej się śniło. Gdy skończyła opowiadać znowu zaczęła się bać.
- Chcesz, żebym został z tobą?- zapytał widzieć w jakim jest ona stanie.
- Tak.- powiedziała i zrobiła mu miejsce, a blondyn położyła się koło niej przytulając do swojego nagiego torsu. Brunetka się w niego bardzo mocno wtuliła, a on pocałował ją we włosy.
- Śpij jestem przy tobie.- powiedział spokojnie.
- Dziękuję.- powiedziała zamykając oczy.
- Proszę. Śpij już jest dobrze.- znów ją pocałował tylko tym razem w czoło. Dziewczyna tylko delikatnie się uśmiechnęła zasnęła, a blondyn razem z nią. Tym razem już w nocy żadne z nich nie miało koszmarów.

~*~

Hej, mam dobrą ostatnio wenę więc rozdział jest szybciej. Mam nadzieje, że się cieszycie. Nie wiem czemu, ale martwi mnie ta mała liczba komentarzy. Są tylko trzy osoby, które komentują, każdy mój rozdział, za co bardzo im dziękuje, bo to jest kochane i bardzo dużo dla mnie znaczy. Proszę zacznijcie komentować. Dam wam ultimatum 5 komentarzy = nowy rozdział. Nie będzie tych pięciu komentarzy rozdziału nie będzie lub będzie, ale bardzo późno. Nigdy nie chciałam takiego czegoś robić, ale nie zostawiacie mi innego wyjścia.
5 komentarzy = nowy rozdział!!!
~ Pinni :*

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 3

Rozdział z dedykacją dla Kingi R5er. Kocham Cię sis  <3

~*~

Laura po tym jak już wróciła do domu Vanessy opowiedziała jej i Rikerowi co się stało, że wróciła. Vanessa była bardzo zdziwiona, bo z tego co pamiętała to Josh nie wiedział świata po za jej siostra. Vanessa chciała dać siostrze pieniądze, ale Laura od nikogo nie chce brać pieniędzy. Woli sama zarobić niż żeby ktoś o coś ją oskarżał. Oczywiście nie chodź o to, że nie ufa Vance tylko nie chce być na jej utrzymaniu, a tym bardziej jak czarnowłosa planuje ślub. Postanowiła, że znajdzie sobie pracę w jakieś restauracji jako kernerka tak jak kiedyś. Pamięta tylko tyle, że lubiła nawet tą pracę. Jednak to nigdy nie była i raczej nie będzie praca jej marzeń. Jednak lepsze to niż nic.
Jak tylko wstała następnego dnia to od razu zaczęła przeglądać ogłoszenia. Niestety nic dla siebie nie znalazła. Miała już dość tego, że nic nie znalazła i siedzenia w domu. Nawet przez cały dzień nie miała się do kogo odezwać, bo Riker razem z Vanessa pojechali do siostry blondyna. Chcieli zabrać też Lau, żeby ją przedstawić, ale ona nie chciał, żeby zareagowali tak jak blondyn. Nie chciała jeszcze bardziej narobić siostrze problemu. Jednak wrócimy do tego co nasza bohaterka robi teraz. Więc tak idzie sobie po chodniku do lodziarni, bo miała ochotę na lody. Szła sobie nie spieszac się. Gdy już doszła zastała bardzo nie miłą atmosferę. Jakaś brunetka jak się zdążyła domyślić Laura kelnerka kłóciła się z jakimś chłopakiem. Dało się zauważyć, że ten chłopak był groźny, a dziewczyna się go bała. Co z tego, że w lodziarni było pełno ludzi jak każdy miał gdzieś to, że tej dziewczynie może się coś stać.
- Możesz się trochę uciszyć? Jakbyś nie zauważył to tu są dzieci, a ta dziewczyna jest tobą przerażona. Więc się łaskawie zamknij.- do akcji wkroczyła Laura. Chłopak tylko się głupio zaśmiał i odwrócił w jej stronę.
- Lala weś się nie wtrącaj w nie swoje sprawy, bo może stać ci się kiedyś krzywda.- powiedział co wiedział i myślał, że to podziała na brunetke.
- To ty się przypomnij i lepiej stąd wyjdzi, bo zadzwonię na policję.- teraz to dziewczyna, którą broniła Lau stała oszołomiona, że ktoś stanął w jej obronie.
- No to dawaj ciekawe co im powiesz.- zaśmiał się bezczelnie brunet.
- Może to, że znęcasz się nad niewinną dziewczyną.
- Bardzo wiele zdziałasz jak ona nic z tego nie potwierdzi.- dalej był bardzo pewny siebie, aż za bardzo.
- A skąd wiesz, że nic nie potwierdze??- odezwała się pierwszy raz brunetka.
- Bo za bardzo się boisz dziwko.- powiedział posyłając jej buziaka w powietrzu.
- Daj jej spokój i wyjdzi stąd, albo zobaczysz czy ona się ciebie boi czy nie!- krzyknęła Laura, a chłopak sobie wreszcie odpuścił i wyszedł. Dziewczyna jak tylko zobaczyła, że jej prześladowca wyszedł zaczęła płakać. Laura widząc w jakim stanie jest dziewczyna od razu ją przytulila.
- Ciii, nie płacz on już tu nie przyjdzie, a jak przyjdzie to wezwiesz policję.- próbowała ją pocieszyć, ale nic nie pomagało. Brunetka nadal płakała i nic nie mówiła. Pewnie długo jeszcze zajęło by jej dochodzenie do siebie jednak jej szef zauważył, że zaniedbuje swoje obowiązki.
- Maika do pracy, a nie będziesz mi tu cyrki urządzać!!- krzyknął, a dziewczyna od razu doszła do siebie.
- Już!- odkrzyknęła wycierając swoje łzy z policzków. - Dziękuję za pomoc.- rzuciła tylko od Laury i zaczęła się zajmować klientami. Laura bardzo się zdziwiła tym, że w tym miejscu co jest non stop bardzo dużo ludzi jest tylko jednak kelnerka. Zaczęła się zastanawiać czy przypadkiem nie przydałaby się im pomoc. Postanowiła pójść do szefa tej knajpki. Tak też zrobiła szybko udała się na zaplecze, gdzie zastała szefa.
- Dzień dobry.- powiedziała, a on się do niej odwrócił. Był to mężczyzna gdzieś koło czterdziestki. Nie był zbyt wysoki i był przy kości. Wyraz twarzy miał taki nijaki.
- W czym mogę Pani pomóc?- zapytał nawet miło.
- Chciałam się zapytać czy przypadkiem nie potrzebuje Pan osób do pracy?- zapytała nie owijac w bawełnę.
- Zależy w jakiej dziedzinie byś chciała pracować?
- Tak najbardziej to chyba jako kelnerka, bo w tym mam już doświadczenie.- wytłumaczyła mu.
- Tak naprawdę to tak, bo jak pani sama widziała Maika sobie już sama nie radzi. Jest mi tylko potrzebne pani imię, nazwisko i kiedy pani może zacząć.- powiedział uśmiechając się do niej.
- Laura Marano i mogę zacząć nawet teraz.- odwzajemniła jego uśmiech.
- To proszę za mną panno Lauro przedstawię panią reszcie.- powiedział i zaczął prowadzić dziewczynę do centrum restauracji. - Maia pozwól tu na chwilę.- zawołał brunetke, a ta od razu się pojawiła.
- Tak szefie?- zapytała.
- To jest nasza nowa kelnerka będzie pracować z tobą więc się nią zamiesz.- powiedział i zostawił jej same.
- Jestem Laura.- powiedziała i się miło uśmiechnęła do dziewczyny.
- Ja Maia. To ty mnie broniłaś przed Jackiem?- zapytała dla uprawnienia.
- Tak to ja, a coś się stało?- nie wiedziała co się dzieje i czemu Maia ją o to pyta.
- Może się stać i tobie, i mnie jak jeszcze raz się wtrącisz między mnie, a mojego brata.- powiedziała, ale nie tak jakby jej groziła tylko jakby chciała ją obronić przed czymś złym.
- To twój brat?- Lau nie mało to zdziwiło, że Mai brat tak ją traktuję.
- Tak niestety to mój brat. Dobra chodzi pokaże ci co gdzie jest.- powiedziała i podziągnęła brunetke do lady. Zaczęła jej wszystko tłumaczyć i mówić co gdzie znajdzie. Lau wszystko szybko zapamiętają i mogła zacząć pracować. Robiła to szybko i zwinnie. W ogóle nie wyglądało to jak jej pierwszy dzień pracy tylko jakby pracowała tu już parę dobrych miesięcy. Gdy miała trochę luźnej z klientami to chciała porozmawiać trochę z Maia, ale ona skutecznie ją odpychała. Jednak brunetka nie chciała się tak łatwo poddać, bo chciał ją poznać może jakoś pomóc odciąć się od takiego brata. Tak się nad tym zamyśliła, że przez pół godziny siedziała tylko przy ladzie i nic nie robiła tylko myślała. Wróciła do świata żywych dopiero w tedy gdy poczuła jak ktoś dziga ją w brzuch. Otrząsnęła się, a przed sobą zobaczyła Maie z widelcem w ręce.
- Co jest?- zapytała mało inteligentnie.
- To, że siedzisz tu już od pół godziny i jeszcze zobaczy czy ten mały chłopczyk jest tu sam czy z kimś.- powiedziała i pokazała jej na stolik przy, którym siedział sam chłopiec, który może mieć nie więcej, niż sześć lat. Laura gdy tylko to zobaczyła od razu do niego podeszła. Może dlatego, że kocha dzieci, może też dlatego, że musiała sprawdzić czy jest sam, czy po prostu jego rodzice są nieodpowiedzialni.
- Część mały. Sam tu jesteś?- zapytała, a on spojrzał na nią swoimi dużymi niebieskimi oczkami.
- Nie z tatą, ale on poszedł na chwilę do sklepu, a mi kazał czekać tu.- odpowiedział dalej się w nią wpatrując tak jakby coś w niej zobaczył. Coś czego mu brakowało przez całe sześć lat.
- A mogę poczekać z tobą?- ona sama nie wie czemu się o to zapytała, ale coś jej mówiło, żeby została przy tym małym blondynku.
- Tak, a jak pani ma na imię.- teraz dodał do swojego wzroku również szeroki uśmiech i jej się posunął czekając na odpowiedź.
- Laura, a ty malutki?- uśmiechnęła się do niego.
- Toby. Jest pani bardzo ładna.
- Dziękuję, ale twoja mama pewnie jest piękniejsza.- zaśmiała się Laura, a chłopiec nagle przestał się uśmiechać.
- Ja nie mam mamy.- powiedział szybko, a brunetka go prrytuliła.
- Jak chcesz to mów mi po prostu Laura bez pani dobrze?- powiedziała jak już zobaczyła, że chłopczykowi poprawił się humor.
- Dobrze.- jeszcze raz się w nią wtulił, ale tym razem jeszcze mocniej. Brunetka siedziała z nim już tak gdzieś godzinę, a taty chłopca nigdzie nie było widać.
- Kachanie, a może chcesz lody co?- zapytała uśmiechnięta Lau, gdy zauważyła, że Toby zaczyna zauważać, że jego tata długo nie wraca.
- Tak! Tylko duże i czekoladowe!- krzyknął radośnie. Laura tylko zaśmiała się na widok uradowaniej miny chłopca. Szybko podeszła do lady przy której stała Maia.
- I co z tym chłopcem? Przyszedł w końcu ten jego ojciec czy nie?- zapytała na wstępie.
- Właśnie jeszcze nie. Mały zaczął smutniec więc przyszła po lody. Jak jego ojciec w końcu raczy przyjść to sobie z nim poważnie porozmawiam na temat wychowania dzieci.- powiedziała bardzo poważnie, a Maia się tylko zaśmiała.
- Tylko weź nie tak jak z moim bratem, bo ten facet się ciebie znaczenie bać.- mówiła cały czas się śmiejąc.
- Bardzo śmieszne wiesz po prostu się uśmiałam. Bardzo Cię przepraszam, ale mam randkę.
- Tak z sześciolatkiem.- Maia jeszcze bardziej zaczęła się śmiać, a Lau tylko wywróciła oczami i wróciła do Tobyego.
- Proszę o to twoje lody.- postawiła przed jego oczami cały puchar lodów z weflani, rurkami i owocami. Toby jak to tylko zobaczył to oczy zaświeciły mu się jak dwa płomyki. Jakby był w tym momencie najszczęśliwszym dzieckiem świta. Zaczął jeść, gdy doszedł już do połowy zauważył swojego tatę jak idzie w jego stronę. Szybko zerwał się ze swojego miejsca i popędził do taty. Jego ojciec trochę się zdziwił, że jego syn ma całą buzię w lodach, ale zaraz chłopiec go pociągnął w stronę Laury, która właśnie wzięła się za sprzątanie po chłopcu.
- Ej zostaw ja jeszcze nie skończyłem!- krzyknął gdy tylko to zobaczył. Jego ojciec chciał zwrócić mu już uwagę, że tak nie wolno się zachowywać, ale uprzedzi go śmiech brunetki.
- Mały, a ty nie masz już dość przypatkiem?- zapytała kucając przed nim.
- Może i masz rację.- powiedział łapiąc się za brzuszek i przytulił Laurę. Jego tata był nieźle zdziwiony, gdy to zobaczył.
- Toby to twój tata?- zapytała brunetka jak chłopiec ją już puścił.
- Tak. Pasowalibyście do siebie.- powiedział uśmiechnięty, a blondyn i brunetka spojrzeli na siebie zdziwieni.
- Dobra teraz pójdziesz do Mai i powiesz, żeby pomogła ci umyć buzię, a ja porozmawiam z twoim tatą. Dobrze?- zapytała, a chłopiec w odpowiedź pocałował ją w policzek i szybko pobiegł do Mai.
- Maia pomożesz mi umyć buzię, bo Laura chce pogadać z tatą?- zapytał, gdy dziewczyna już nic nie robiła.
- Jasne chodzi.- powiedziała i wzięła go do łazienki.
Laura siedziała właśnie razem z blondynem przy stoliku Tobyego.
- Tak w ogóle to jestem Laura Marano. Zajęła się pańskim synkiem jak Pan był podobno w sklepie.- powiedziała wyciąganiąc do niego swoją dłoń.
- Ross Lynch. Dziękuję bardzo za opiekę nad Tobym, ale może mi pani powiedzieć o czym mam rozmawiac?
- Chodzi o to, że jest Pan nie odpowiedzialny i zostawił Pan na dwie godziny sześcioletnie dziecko, które było samo. Niech Pan pomyśli co by było, gdyby mnie i koleżankę ubiegł, jakiś porywacz, albo jeszcze gorzej. Chciałam panu po prostu uświadomić, że nie wolno zostawiać małych dzieci bez rzadnej opieki.- mówiła bardzo spokojnie co było bardzo dziwne z jej charakterem.
- Bardzo przepraszam za kłopot. Dziękuję za radę, a tym bardziej za opiekę nad Tobym.- mówił tak jakby w ogóle nie słyszał poprzednich słów Laury. Ona już chciała wybuchnąć, ale przybiegł do nich radosny i już czysty Toby.
- Patrzcie jestem czysty!- krzyknął, a Laura od razu się uspokoiła na jego widok.
- No Maia spisała się na medal.- powiedziała, a chłopiec wdrapał się na jej kolana. Ludzie którzy przechodzili mogliby pomyśleć, że Laura jest jego mamą, a nie obcą dla niego osobą.
- Toby pożegnaj się z panami, bo musimy iść, bo ciocia z wujkiem mają mam coś powiedzieć.- powiedział do syna płacąc jednocześnie za lody chłopca.
- Ale ja nic chce. Chce zostać z Laura. Albo nich ona idzie z nami do cioci i wujka. Ciocia Rydel ucieszy się, że w końcu masz dziewczynę.- widać było, że Toby bardzo polubił naszą brunetke.
- Kochanie, ale ja nie znam Twojego taty, a on mnie więc nie możemy być razem. Twój tata znajdzie sobie inną dziewczynę i ją pokochasz tak jak tatę, a teraz zmykaj.- powiedziała choć tak naprawdę nie chciała się rozstawać z tym maluchem, bo go polubiła prawdę mówiąc to pokochała.
- No dobrze, ale jutro też tu przyjdę i ty też będziesz i wtedy się z tatą poznacie.- powiedział uśmiechnięty.
- Dobrze, a teraz zmykaj.- powiedziam uśmiechnięta.
- Tak na pewno, a ze mną to już się nie pożegnasz?- jak na zawołanie przybyła Maia, a chłopiec ją przytuli. Ross tylko patrzył na to bardzo zdziwiony, bo do żadnej nowo poznanej osoby się tak nie przyzwyczaił jak do dwóch kelnerke ze zwykłej lodziarni. Jak Toby się oderwał od Mai to przykelił się znów do Laury.
- Dzien dobry jestem Maia Mitchell.- przedstawiła się brunetka podając mu rękę.
- Ross Lynch.- ujął jej rękę i zaraz puścił. - Toby starczy pożegnań idziemy.- powiedział Ross, a chłopiec oderwał się w końcu też od Laury. Obydwie kelnerki dały mu jeszcze buziaki w policzki. Po tym już blondynowi udało się zabrać syna.
- Laura ten młody nieźle Cię polubił.- powiedziała do brunetki, gdy tylko Ross z Tobym opuścili restaurację.
- Tak zauważyłam to, ale Ciebie też nie masz się o co martwić.- odpowiedziała jej i zaczęła sprzątać po chłopcu. Była w pracy gdzieś tak do 20. Pożegnała się z Maia i zaczęła się kierować do swojego domu. Wracała do domu w ogóle się nie śpiesząc, bo wiedziała, że nikogo nie ma. Więc nie miała sensu się śpieszyć. Jak już doszła to bardzo się zdziwiła, bo dom był otwarty, a ona była przekonana, że zamykała. Jednak jak weszła usłyszała głos swojej siostry.
- Lau to ty?- zapytała z salonu.
- Tak.- odpowiedziała i weszła do pomoieszczenia. - Przecież miałaś być u Rikera.- powiedziała nie kryjąc zdziwienia.
- Miałam być, ale zmieniłam zdanie.- odpowiedziała jej, a Laura dopiero teraz zobaczyła, że w salonie znajduje się jeszcze ktoś. Gdy ich tylko zobaczyła zdziwiła się jeszcze bardziej.
~*~
Rozdział dzisiaj. Ja bardzo się z tego ciesze Kinga pewnie też więc mam nadzieje, że reszta też. To to co zawsze: piszcie jak wam się podoba i chyba tyle, a i już nie ma Alex tylko Pinni :* Wiec żegna was dzisiaj Pinni ha.